Badania pokrewnych wirusów, takich jak SARS czy MERS wykazały, że konsumpcja żywności nie była powodem zapadnięcia na którąkolwiek z tych chorób. Dlatego ryzyko związane ze zjedzeniem posiłku przygotowanego poza domem należy uznać za znikome. Oczywiście odpowiedzialnością właścicieli i pracujących w gastronomii pozostaje utrzymywanie najwyższych standardów higieny i wyłączanie z pracy osób z najdrobniejszą choćby infekcją, ale takie działania powinny być standardem w każdych warunkach, nie tylko w przypadku panującej pandemii.
Gastronomia i hotelarstwo daje w Polsce zatrudnienie ponad 300 tysiącom osób. Kolejne kilkadziesiąt tysięcy pracuje w branżach bezpośrednio z tym sektorem powiązanych. Obecna sytuacja stawia pod znakiem zapytania przetrwanie wielu biznesów związanych z zapewnieniem ludziom posiłków i noclegów. Oczywiście niemal każdy sektor gospodarki będzie dotknięty drastycznym spowolnieniem wywołanym pandemią, jednak ten konkretny odczuje to w sposób szczególny.
Tymczasem jego rola w zapewnieniu nam pożywienia, kiedy rozsądek podpowiada pozostawanie w domu i nie wyruszanie do sklepów na wielogodzinne niekiedy zakupy, jest nie do przecenienia. Pamiętajmy, że gastronomia ma swoje, efektywne łańcuchy dostaw, wysokie standardy higieniczne, infrastrukturę i zasoby ludzkie, które mogą zapewnić nam bezpieczne, zbilansowane i, co ważne, ekonomiczne posiłki. Powiększanie zapasów żywności w obecnych warunkach to wysokie koszty, duże ryzyko nie tylko narażania się na kontakt z nosicielami wirusa, ale również marnotrawstwa. Dlatego rozważmy serio opcję chociażby częściowego przestawienia się w ten szczególny czas na mikrocatering.
Taki mikrocatering to nie musi być tylko znane i coraz popularniejsze zamawianie jedzenia z dostawą do domu. W standardowym wydaniu oznacza to wysokie koszty i górę śmieci składającą się głównie z jednorazowych opakowań. Rozwiązaniem ekonomiczniejszym byłoby dostarczanie głównego posiłku, a być może i kilku dań, w postaci nieporcjowanej, w pojemnikach wielorazowego użytku. Wówczas rodzina znajdująca się w dobrowolnym odosobnieniu otrzymywałaby pod drzwi, raz dziennie, zestaw dań na cały dzień, zaś na koniec dnia wystawiałaby umyte opakowania, które następnego poranka byłyby zbierane przez pracownika restauracji przy dostawie żywności na kolejny dzień. Idealnie byłoby, gdyby taka współpraca nawiązywana była z pobliską restauracją, aby cały proces mógł przebiegać możliwie efektywnie i ekonomicznie.
Oczywiście do wprowadzenie takiego rozwiązania potrzeba elastyczności ze strony zarówno gastronomii, jak i konsumentów, ale obecne czasy wymagają aktywności i testowania nowych form współpracy. Restauracje, gromadząc odpowiednią ilość zamówień na taką współpracę, zwiększałyby swoje szanse na przetrwanie tego trudnego okresu, zaś dla nas wszystkich hasło „zostań w domu” byłoby dużo łatwiejsze do realizacji.
